niedziela, 18 maja 2014

Polska inkubatorem dla katolików

Z czego słynie Polska wie każdy Polak. Ale każdy ma zapewne swoją indywidualną odpowiedz. Górale odpowiedzą, że z gór i oscypków. Inni, że z pięknego Krakowa, lajkonika i Smoka Wawelskiego. Nie można zapomnieć o warszawskich perełkach. Duma wypchnęłą ludzi morza na sam szczyt mapy; wiecznie dumni ze starego Gdańska, nowoczesnej Gdyni i turystycznego Sopotu. My Polacy mamy też swoje zwyczaje i przekonania. Wielkosobotnie malowanie jajek i święcenie pokarmów to jedynie początek wyliczanki. Mamy też inną dumę narodową, której nie doceniamy.
 
 
To co mamy najcenniejszego to wciąż niezachwianą wiarę w Boga. Wspominam 966 rok i chrzest Polski, króla Jana Kazimierza i ślubowanie Maryi „Ciebie dziś za Patronkę i Królową obieram”. Mamy grono zasłużonych świętych i błogosławionych polskich danych nam za przykład w kroczeniu za Chrystusem. Całe to bogactwo pomaga nam umacniać naszą wiarę. Jest jej fundamentem.

Polskie kolana złożone przed Najświętszym Sakramentem, niepojęty kult Maryi, wylane łzy i przelana krew w obronie wiary. Żyję w nowym kraju, w innej kulturze, na drugim końcu świata, ale czerpie wciąż z polskiego źródła wiary. Z polskiego Kościoła Katolickiego w którym się wychowałam. Dopiero tu widzę, że zgarbione babcie są skarbem, a młodzież nadzieją kościoła. Że nieraz powolne śpiewy wyrażają szacunek dla liturgii, a pełne kościoły i kilka mszy świętych każdego dnia to niezasłużony dar od Boga. Rzesze ludzi pielgrzymujących do tronu Matki Najświętszej, aby ofiarować swoje życie pod Jej opiekę, to piękny wyraz zaufania Maryi.
 
 Tu, w kraju uchodzącym za katolicki, widzę pusty kościół. Muzyka „liturgiczna” czasem przypomina dobry koncert, a msza święta to czas na rozmowy ze znajomymi. Wenezuelski kościół wciąż cierpi na atak ze strony sekt i brak powołań kapłańskich. Na przeciętny kościół lub kaplicę przypada mniej niż jeden ksiądz. Dostrzegam tu obojętność wobec Miłości Bożej, wobec Jego sakramentów świętych. Żyję w świecie, gdzie człowiek chce być silny siłownią, a nie mocą Bożą. Zabawa w pseudomałżeństwo jest tak bardzo zakorzeniona w kulturę, że trudno spotkań kompletną rodzinę. Podręcznikowa rodzina, gdzie mama jest żoną taty, a dzieci są obojga małżonków, to już chyba nawet nie marzenie przeciętnego wenezuelskiego dziecka zapytanego o wyobrażenie o jego przyszłość.
 
Przeciętny Wenezuelczyk zapytany o samopoczucie zawsze odpowiada „dobrze”. Według statystyk uchodzą jako jeden z najszczęśliwszych narodów świata. Czy szczęście oznacza bogactwo, urodę czy sławę? Czy może czyste serce, pokój ducha i wewnętrzną radość, która objawia się pięknym uśmiechem na ludzkiej twarzy. Ty sam wiesz co dla Ciebie oznacza szczęście!

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz