Po wyjściu z samolotu Wenezuela przywitała mnie gorącym strzałem powietrza w twarz. Odpowiedziałam grzecznie uśmiechem rozkoszując się tą chwilę, jakby nigdy więcej miała się nie powtórzyć. A jednak! Ta rozkosz trwa i trwa. Tak już od pół roku.
Dziękuję Bogu za ten czas spędzony nad brzegiem rzeki Orinoko, którą znałam jedynie z atlasu geograficznego. Dziękuję za każdy uśmiech dziecka, szczególnie ten najtrudniej zdobyty. Dziękuję za wieczory spędzone z młodzieżą, łatwe i te trudniejsze rozmowy. Dziękuję za wspólną grę w gumę, gdzie i tak wygrywa Sergio skaczący najwyżej. Dziękuję za każdą godzinę wysiedzianą przed Najświętszym Sakramentem, a także tą przegadaną z Kruszynką. Za każdą grę w kikimbola i otrzymany od dziecka rysunek. Każdy uścisk, komplement i odrobione zadanie domowe. Za każde "masz piękne oczy" i "zostań moją żoną". Za bycie siostra, koleżanką, wychowawcą, nauczycielem,
przyjaciółką, matką, towarzyszką do gry i do rozmowy.
Dziękuję za każdy dar, który otrzymałam od Boga podczas tych sześciu miesięcy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz