czwartek, 27 marca 2014

Lubię piątki!

Lubię piątki i to nie dlatego, że zaczyna się weekend. To jedyny dzień, w którym nie mam ani minuty siesty, a obiad pochłaniam w pięć minut. Lubię ten dzień, bo od biegania serce mi szybciej wali i krew buzuje w ciele. Niby dzień jak każdy inny. Wstaje rano na wspólnotową modlitwę, aby rozpocząć dzień z Bogiem. Potem szybka arepa i lechosa, czyli wenezuelskie wydanie chleba i soku. I przez dwa boiska zbiegam do szkoły. Każdy dzień tutaj rozpoczyna się salezjańskim słówkiem i krótką modlitwą. A w piątki także apel patriotyczny z elementami historycznymi i odśpiewania hymnu narodowego.
 
O ósmej zaczynamy naukę. Na moją lekcję mogą przyjść uczniowie, którzy mają problemy z matematyką lub inną materią. Niektórzy z nich nie umieją czytań, nie znają liter i numerów. To wielka radość, gdy po pewnym czasie nauki słyszę od uczniów, że zaliczyli sprawdzian. W przerwie zaś spędzamy wspólnie czas na graniu w siatkówkę lub rozmawianiu. W każdy piątek mam możliwość uczestnictwa wraz z młodzieżą we Mszy Świętej. To trudny moment dla wszystkich jej uczestników. Większość uczniów nie jest katolikami, a na pewno niepraktykującymi. Część z nich to ewangelicy, pseudo ewangelicy lub po prostu niewierzący.
Pamiętam dobrze moje pierwsze dni w tej szkole. Pierwsze piątki, kiedy czułam się jak w ZOO, tylko nie wiem dlaczego to ja byłam zwierzątkiem w klatce. Wszyscy podchodzili, oglądali i komentowali między sobą. Idąc do komunii podczas Eucharystii musiałam brać trzy głębokie wdechy, aby w skupieniu pokonać niewielki odcinek drogi dzielący mnie od kapłana. Gwizdom i komentarzom nie było końca.

Minęło pięć miesięcy. Młodzież przychodzi porozmawiać na przerwach. Chętnie spędzamy wspólnie czas. Traktują mnie normalnie. Jak osobę. Mimo odmienności wyznań, wszyscy uczniowie są obecni na Mszy świętej, a na koniec przekazują sobie znak pokoju. Nie ważne ile kto ma lat, jaki kolor skóry, oczu i włosów, czy jest nauczycielem czy uczniem. Panuje tam przyjacielska atmosfera.
Wreszcie przychodzi czas na kluby. To dla młodzieży czas na zabawę, a dla niektórych naukę. Każdy wybiera zajęcia które lubi. Wariantów jest sporo; od różnych rodzajów sportu, gier, po matematykę, angielski i tańce. Tym akcentem kończymy dzień i jednocześnie tydzień nauki w szkole. Już tęsknie za tym co się wydarzyło i czekam na kolejny tydzień.
 
 
Wracam spełniona do domu, czyli do Centrum Młodzieżowego. Niemal z prędkością światła pochłaniam obiad, bo spełniona jest jedynie połowa mojego serca. Ta przeznaczona dla młodzieży. Druga część czeka na dzieci z oratorium. W piątek, jak każdego dnia przychodzą chętnie. Odrabiają lekcje ze szkoły, mimo, że mają początek weekendu. Uczymy się nowych rzeczy, wspólnie gramy i bawimy się. To tu dzieci, które przyszły do oratorium kilka tygodni lub miesięcy temu mają swoich przyjaciół. Żyjemy tu jak w rodzinie. Nie ważne jest ile kto ma lat; 5, 9 czy 12.
 
Lubię piątki, bo każdą moją ostatnią siłę mogę poświęcić tym, do których zostałam posłana. Ostatnią siłę…przed kolejną, którą otrzymuje od Boga!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz