środa, 13 listopada 2013

Perpetuum mobile

Słońce nad San Felix powoli chowa się za niziutkie domki i kolorowe płoty. Niebo przybiera kolor Fanty, a ostatnie dzieci wybiegają z oratorium. Ostatnie „Hasta mañana” i w pędzie wykonany krzyżyk na dziecięcym czole. Następnie trzy wdechy odpoczynku i czas na Eucharystię w parafialnym kościele. Wychodzę z kościoła. Wszędzie ciemno jak w najstraszniejszej jaskini. Słońce już dawno opuściło Wenezuelę.
 
 
Czy Wenezuelczycy idą już spać?! Nic bardziej mylnego! Tutaj życie jest wszędzie. Nasza dzielnica jest jak ludzkie ciało. Życie istnieje w każdym jej zakamarku. Krew buzuje w komórkach. Tętno wali jak u sprintera, który dotarł do mety zdobywając swoje pierwsze olimpijskie złoto. Dzień trwa wiecznie! Po sąsiedzku muzyka tańczy w rytmie salsy, a samochody jak mrówki przebiegają po okolicznych ulicach.  Młodzież śmieje się i żartuje do momentu, aż brama naszego centrum nie powie im dobranoc.  Szczur zakrystianin biegający po kościelnym suficie  skutecznie utrudnia odmawianie różańca. A jaszczurka z ciekawością zagląda do tabernakulum.
Gdzie jest Bóg? Każdego dnia wygrywa konkurs na króla ciszy i prezesa pokory. Mogę schować się u niego w domu. Odpocząć nieco. Bóg obecny był z nami cały dzień. W oratorium pilnie notował słówka z angielskiego, liczył przykłady z matematyki, grał w kikimbola, strzelał gole grając w nogę. Na koniec dnia, gdy wenezuelska noc włącza play, klękam do modlitwy. Krótka rozmowa z pracowitym Bogiem. Na koniec tylko jedno: „Dobrej nocy Boże! Idę spać, ale proszę nie zaśnij i opiekuj się rozespanymi Polakami”.
Bóg nie odpoczywa. Gdy moje powieki opadają ciężko na oczy, a w mojej głowie rozpoczyna się eNeMeF moich snów, Bóg zabiera się do roboty na kolejnym etacie. Ostatnia tej nocy poprawka kołdry, strzepanie poduszki i pobudka stoczniowców do pracy. Polska powoli budzi się ze snu. Bóg nie odpoczywa! Bóg jest perpetuum mobile- zawsze na chodzie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz