niedziela, 16 lutego 2014

Wiara

Podczas cotygodniowej czwartkowej adoracji Najświętszego Sakramentu kościół nie jest wypełniony po brzegi. Zazwyczaj wierni mieszczą się w kilkunastu ławkach po prawej stronie naszej niezbyt gigantycznej świątyni. Można dostrzec tu te same twarze co każdego dnia na wieczornej mszy świętej. Ale nie ważne czy liczba ludzi sięga 100 czy 30 osób. Ważna jest dusza z jaką przychodzą się modlić. Dostrzegam tu olbrzymią wiarę, której brakuje w tym kraju. Dostrzegam na twarzach tych ludzi pokój serca, którego również  brakuje w tym mieście.

Kapłan, który w ten wieczór jest stopami Jezusa, sprawia, że On przechadza się po kościele błogosławiąc każdego. Widzę Seniorę Judi, która zapłakana ukradkiem spogląda na monstrancję i Maríe, która wyciągając dłonie chce czerpać jak najwięcej z bożych łask. Gdy Jezus błogosławi swój lud każdy wyciąga dłonie, jak głodny wyciąga po chleb. Nikt nie pozwoli, aby którakolwiek z bożych łask upadła i się zmarnowała. Twarze rozmodlonych Wenezuelczyków wpatrzone w monstrancję błagają o pokój dla kraju i błogosławieństwo dla swoich rodzin.
 
Niedzielna Eucharystia. Ale nie tylko w ten dzień, ale każdego dnia tygodnia parafianie do kościoła przychodzą całymi rodzinami. W momencie komunii świętej, z ławek podnoszą się wszyscy. Niezależnie od wieku, każdy zmierza w kierunku kapłana. Starsi przyjmują ciało Pana Jezusa, a wraz z nimi w kolejce ustawiają się dzieci. Proszą o błogosławieństwo boże. Zmierzają całymi rodzinami. Często dzieci idą z dalszą rodziną, znajomymi. Zawsze się z kimś zabiorą.
Małżeństwa do komunii przystępują razem. Do ołtarza idą wspólnie, często jako para zakochanych, trzymając się za ręce lub objęci czule. Mają świadomość, że ich Miłość ma początek w Chrystusie. To mąż udziela komunii żonie, a żona mężowi. To najlepsze czym małżonkowie mogą się wzajemnie karmić.
Po zakończonej Eucharystii wierni dosyć szybko opuszczają kościół, aby przed nim spotkać się i porozmawiać ze znajomymi. Tu jest jak w rodzinie. Każdy każdego zna. Ale nie wszyscy wychodzą pospiesznie. Zawsze jest ktoś, kto zostanie na dłużej. Bo chce pozdrowić Jezusa w Najświętszym Sakramencie czy dotknąć której z figurek Jezusa lub Maryi, wierząc w Ich błogosławieństwo. Dotknięcie prawą ręką stopy Jezusa niosącego krzyż lub Maryi Wspomożycielki i późniejsze wykonanie znaku krzyża to wyraz wenezuelskiej wiary.
 
Maryja ma zarówno dla Wenezuelczyków, jak i dla innych krajów ameryki łacińskiej szczególne znaczenie. W tym są bardzo podobni do Polaków. Podobnie jak my czczą Ją bardzo szczególnie. Jest traktowana jako Matka Boża, ale także matka każdego Wenezuelczyka. Dlatego każda matka po narodzinach dziecka, gdy pierwszy raz wybiera się z dzieckiem do kościoła, prosi księdza o prezentację jej nowonarodzonego dziecka Maryi. Kapłan przedstawia niemowlę Matce Bożej i prosi o Jej opiekę dla Niego.
 
Ci ludzie, mają serca otwarte na bożą miłość. Ufają Mu bezgranicznie i kochają Go całym sobą. Może ich wiara jest czasami powierzchowna. Może zbyt świeża. Ale jest żywa i widoczna. Daje piękne świadectwo dla tych, którzy żyją wokół, w tym świecie, który potrzebuje bożej potęgi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz