poniedziałek, 16 grudnia 2013

Nie fajszuj w święta!

Dziś po raz pierwszy wygrałam wyścig ze słońce. Gdy ono nieśmiało ogrzewało europejskie twarze i rozjaśniało drogę marynarzom na Atlantyku, ja z lekko niedoczesanymi włosami lecę na mszę świętą. Witając przechodniów tradycyjnym „Buenos dias”, z lekkim śpiochem w oku, odpowiadali „Buena madrugada” (dobra noc). Dla wielu z nich, podobnie jak dla mnie, to jeszcze noc.

 
Od dziś budziki dają o sobie znać o 5:00. Co niektóre nawet i wcześniej. Rozpoczynamy wenezuelskie roraty. Dla tych co zaspali szybka pobudka racami wystrzeliwanymi w niebo. Tutaj nie ma wymówek. Tradycja nakazuje, więc całe rodziny lgną w kierunku kościoła. Podczas adwentu, a w szczególności podczas nowenny przed Bożym Narodzeniem, cała Wenezuela z radością oczekuje na narodziny Jezusa. Punktualnie, jak na latynoski kraj, bo jedynie z 15 minutowym opóźnieniem, rozpoczynamy mszę świętą o 5:30. Kościół wypełniony po brzegi.
Głośne nawoływanie i radosne śpiewy to cecha charakterystyczna tych poranków. Msza święta, a po niej wspólnotowa kawa i ciastko dla parafian to prawdziwa fiesta. Coś czego tu nie brakuje to czas. Jest. W parafialnej szopce Maryja z Józefem wciąż czekają na narodziny, bo do świąt pozostał jeszcze ponad tydzień czasu. Każdy Wenezuelczyk wie, że Jezus musi przyjść. Przecież w domach wszystko gotowe. Choinka i szopka. Kolędy i świąteczne występy. Wolne z pracy i szkoły. Każdy budynek w mieście przeszedł świąteczną transformację, a świąteczne potrawy spożywane są od miesiąca. Czy latynoskie serca są gotowe na przyjście Chrystusa? On przyjdzie w ciszy, ale Gloria będzie rozbrzmiewała w całym San Félix.
 
A Ty? Oczekuj Go wraz z Maryją. Masz jeszcze czas nastroić  instrument swojego serca, aby Gloria nie była jedynie fałszem płynącym z marketowych głośników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz