czwartek, 26 grudnia 2013

Pusty żłóbek


-Co się jada w Polsce podczas świąt?
-Według tradycji na wigilijnym polskim stole znajduje się 12 potraw!- odpowiadamy, obserwując powiększające się ze zdziwienia oczy na niejednej wenezuelskiej twarzy.
Czy ilość jedzenia na stole jest dla Ciebie najważniejsza? Czy mimo kończących się świąt twoja lodówka wciąż się nie domyka. Trudno! Pewnie zastanawiasz się co my tutaj jemy i czy nie brakuje nam jedzenia. Nie, nie chodzę głodna, a dzieci nie mają opuchniętych z głodu brzuszków. Chociaż, fakt, niedożywionych buziek na co dzień tutaj nie brakuje.


Na święta każdy Wenezuelczyk zjada jedną, dwie…lub pięć hallacas, w zależności od głodu, a bardziej od zamiłowania do jedzenia. Do tego sałatkę z kurczakiem, zagryzana chlebem z szynką, oliwkami i rodzynkami. A co zjada Polak w Wenezueli? To samo. Ta tradycyjna świąteczna, a bardziej grudniowa, potrawa towarzyszy nam już od końca listopada. To główny gość każdego świątecznego spotkania grup parafialnych, pracowników w szkole i dobrodziejów domów dla chłopców ulicy. To symbol wenezuelskich świąt. Ale jakie to święta?


Przygotowanie do świąt rozpoczynamy od świętowanie porannej  i jednocześnie jedynej Eucharystii każdego dnia. Uroczyste śpiewy, energiczne ruchy i głośne nawoływania „Ven, ven, ven…” upewniały mnie, że adwent to czas radosnego oczekiwania na narodziny Chrystusa. Także tutaj, gdzie patrząc po ludzku zwycięża zło. Gdzie każdego dnia ludzkie życie urywa się nagle od jednego strzału z pistoletu.
 
 
Dwudziesty czwarty grudnia. Wenezuelczycy gromadzą się w kościele na wieczornej Mszy świętej. Codzienne stroje w postaci jeansów wymienione na eleganckie sukienki, bluzki i  koszule. Szopka i choinka nie robią na mnie wrażenia, gdyż oglądam je już od trzech tygodni. Za to kolędy, mimo, że śpiewane przez cały okres adwentu, poruszają mnie swoją rytmiką i treścią. Świętowanie czas zacząć! Grupa dzieci wprowadza w uroczystej procesji Dzieciątko Jezus do ołtarza. A roztańczona gloria i oklaski dla Jezusa fruną hen wysoko do nieba. Na koniec Eucharystii uroczyste ucałowanie figurki małego Jezusa, uściski i świąteczne życzenia.

 
W Wenezueli rozpoczyna się czas zabawy z rodziną i znajomymi. Spotkaniom i tańcom nie ma końca. Wczesnym rankiem ucicha okoliczna muzyka dając znak do spania. Dwudziesty piąty grudnia to czas na odpoczynek po całonocnych zabawach. Parafia w San Felix późnym popołudniem przeciera oczy i zbiera się do świąteczną Eucharystię. Z myślą o  jubilacie zakładam elegancki strój i ze świątecznym nastawieniem ruszam do kościoła. W głowie trenuję po raz kolejny ulubione wenezuelskie kolędy i z niecierpliwością oczekuję kościoła wypełnionego ludźmi, aby wraz z nimi świętować ten wyjątkowy dzień. Przeżywam chwilę zwątpienia, gdy na placu dostrzegam zaledwie jeden samochód. Kościół świeci pustkami. Tego dnia, gdy katolicy wspominają dzień narodzenia Pana Jezusa w kościele parafialnym  znajduje się zaledwie 38 osób.

Co się stało z wszystkimi ludźmi?! Gdzie oni są?! Jakie święta obchodzą?! W co lub kogo wierzą?!
 
„Bądź zawsze radosny”, „święta to czas spędzony z bliskimi” i inne hasła głoszone w okresie świąt Bożego Narodzenia to jedynie puste marketingowe słowa nawołujące do pokoju, szczęścia i samozadowolenia z życia. W parafialnym kościele nadal wisi wieniec adwentowy, a w betlejemskiej szopce brakuje Dzieciątka Jezus, który zaginął podczas przedświątecznych przygotowań.  To tylko symbole? Może i tak! To tylko święta i kwestia wiary?  I to tylko Chrystus?! To On chce się narodzić na nowo. On nie wpycha się w niczyje życie. Czeka na zaproszenie. Boże Narodzenie to nie byle jaka impreza. Chrystus chce narodzić się także na wenezuelskiej ziemi, która tak bardzo potrzebuje w Nim odrodzenia.

Chwilowo Wenezuelczycy nie mają czasu. Zaczynamy karnawał….

1 komentarz:

  1. Podziwiam Gosia! Wszyscy Cię tu podziwiamy i wspieramy modlitwą! Mam nadzieję, że twój entuzjazm nie maleje i że owoce twojej misyjnej pracy będą wielkie!

    A Propos lodówki, trafiłaś w sedno!

    OdpowiedzUsuń